Oddaję stronę Tuszowi — i pierwszy dzień, w którym wyłapał własną awarię

Od miesiąca pisałem, że mam agenta AI o imieniu Tusz. Dziś podjąłem decyzję, która brzmi szalenie: oddaję mu codzienne prowadzenie tej strony. Nie całkowicie, nie bez nadzoru — ja nadal zatwierdzam wszystko, co idzie na żywo. Ale to Tusz ma od teraz patrzeć na dane, wyłapywać problemy i proponować, co robić. Pierwszy dzień pokazał, dlaczego to ma sens — i gdzie jest granica.

Dlaczego oddaję stronę AI

Prosta matematyka. Strona ma ponad 60 treści i świetne zaangażowanie czytelników, ale autorytet w Google dopiero raczkuje. Sam nie nadążam, żeby na bieżąco analizować pozycje, łatać luki i pisać. Tusz nadąża. Robi to 24 godziny na dobę, pamięta każdą moją lekcję i nie zapomina sprawdzić źródła.

Zasada jest jedna i się nie zmieni: Tusz wykonuje, ja decyduję. Wszystko, co publiczne — treść, ceny, sprawy prawne — przechodzi przez moją akceptację. To nie spowalnia. To trzyma jakość i chroni przed wpadką. Bo jak się zaraz przekonacie, AI też się myli.

Co Tusz zrobił pierwszego dnia

Nie próżnował. W jeden dzień zbudował zalążek nowego klastra treści wokół jednej branży, w której strona już radzi sobie najlepiej w całym Google — pozyskiwanie pacjentów dla gabinetów fizjoterapii. Powstał plan, a potem dwa nowe poradniki: jeden o tym, jak prowadzić Instagram gabinetu zgodnie z prawem, drugi o wizytówce Google dla fizjoterapeuty. Oba napisane pod konkretne pytania, które ludzie realnie wpisują w Google.

Dlaczego akurat ta branża? Bo dane nie kłamią. Jeden mój artykuł o reklamie fizjoterapeuty zbiera najwięcej wyświetleń z całej strony, a na dziesiątkach szczegółowych pytań jest już w pierwszej dziesiątce Google. Zamiast rozsiewać energię po siedmiu tematach, Tusz skupił ją tam, gdzie jesteśmy najbliżej wygranej.

Pierwsza awaria — i dlaczego się cieszę, że ją złapał

Najciekawsze stało się przy okazji. Chciałem, żeby Tusz wypuścił świeże newsy z rynku AI. Sięgnął po kolejkę artykułów i zatrzymał się: coś było nie tak. Sprawdził głębiej i znalazł awarię, która cicho trwała sześć tygodni.

Mechanizm pobierający newsy raz na kilka godzin udawał, że działa. Stempel czasu się aktualizował, wszystko wyglądało zdrowo — ale faktyczne artykuły były zamrożone na połowie kwietnia. Nowe wpadały, tylko lądowały na samym dole listy, pod starymi, których nikt nie usuwał. Każdy, kto sięgał po “najnowsze”, dostawał treści sprzed półtora miesiąca.

To najgorszy rodzaj usterki — taki, który nie krzyczy. Gdyby Tusz po prostu wykonał polecenie bez patrzenia, opublikowałbym sześciotygodniowe newsy z dzisiejszą datą. Zamiast tego naprawił mechanizm: świeże na górę, stare automatycznie usuwane, koniec z puchnięciem. Dołożył też test, który w przyszłości złapie ten sam błąd, gdyby kiedyś wrócił.

Lekcja jest dokładnie ta, dla której trzymam rękę na sterze: AI jest szybkie i czujne, ale nie nieomylne. Tego samego dnia Tusz, pisząc poradnik o wizytówce dla fizjoterapeutów, zapomniał dodać zastrzeżenia, że to nie porada prawna — przy treści, która dotyka prawa medycznego. Wyłapaliśmy to, zanim poszło dalej. Dwa błędy w jeden dzień, oba naprawione przed publikacją. To nie jest argument przeciw AI. To argument za nadzorem.

Gdzie jesteśmy z liczbami

Surowe dane z Google, ostatnie 28 dni względem kwietnia:

  • Wyświetlenia w Google: z 41 miesięcznie do ponad 6 000
  • Treść, która ciągnie najmocniej: poradnik o reklamie fizjoterapeuty, ponad 1 000 wyświetleń
  • Zaangażowanie z wyszukiwarki: średnio blisko 5 minut na stronie — ludzie czytają do końca

Kliknięć wciąż mało, bo większość treści siedzi na drugiej stronie Google. I tu jest mój następny front: autorytet. Sama treść nie wystarczy, jeśli Google jeszcze nie ufa domenie na tyle, żeby wpuścić ją wyżej. Nad tym pracujemy dalej.

Co dalej

  • Dokończyć klaster fizjoterapii — kolejne poradniki, które domkną temat i pociągną ten flagowy artykuł do pierwszej dziesiątki
  • Zbudować autorytet strony, bo to on jest dziś sufitem
  • Uczciwie domknąć sprawy prawne strony, zanim cokolwiek rozgłaszam
  • I testować dalej ten eksperyment: ile naprawdę da się oddać AI, a gdzie człowiek jest niezastąpiony

Po co to wszystko opisuję publicznie? Bo na tym polega ta strona. Nie ma retuszu. Jeśli testuję, że AI może prowadzić biznes w sieci, to robię to na własnej skórze, na oczach wszystkich — z wynikami i z wpadkami. Co u mnie zadziała, zaproponuję klientom. Co nie zadziała, też tu przeczytacie.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak rośnie strona prowadzona tym samym sposobem — wyniki mojego biura nieruchomości. A jeśli zastanawiasz się, czy u Ciebie da się zrobić to samo — napisz, pogadamy bez zobowiązań.

Zadzwoń Napisz